Wydarzenia szkolne - 2004/2005


Koniec roku

    Żegnaj szkoło - witajcie wakacje :-). Życzymy udanego wypoczynku.


Pożegnanie klas III

    W dalszą drogę już czas, czyli żegnamy Was trzecioklasiści. Żegnamy również ks. Modzelewskiego, który przenosi się do innej parafii. Zaglądajcie czasami do nas i na naszą stronkę. Trzymamy za Was kciuki w nowych szkołach.

Słoneczny czerwcowy dzień (23.06) bliższy był raczej radosnym wakacjom, niż doniosłym chwilom, jakie miały się wydarzyć...

    Zdobyliśmy się jednak na refleksję. Pożegnanie klas trzecich rozpoczeliśmy tradycyjnie od spotkania w kościele. Nie była to jednak zwykła msza święta. Uczniowie, nauczyciele i pracownicy naszej szkoły przygotowali "spektakl" poetycko - muzyczny "SPOTKANIE Z JANEM PAWŁEM II". Niesamowitą, magiczną wręcz atmosferę, która powstała podczas odczytywania TRYPTYKU RZYMSKIEGO, LITANII JASNOGORSKIEJ czy wreszcie fragmetów książki ks. Jana Twardowskiego O JANIE PAWLE II przeplatały "Barka" i inne śpiewane przez wszystkich piosenki. Scenariusz tego spotkania był dziełem pana Dyrektora, a nastroj stworzyli występujący m.in. uczniowie: Agnieszka Paduszyńska, Aleksandra Kot, Sandra Szczotka, Bogdan Ankudowicz (gitara i śpiew), Mariusz Musiał (absolwent), pan Dyrektor, nauczyciele: Angelika Smolarek, Zuzanna Gołębiowska, Błażej Dobrogoszcz, ks. Marek Modzelewski oraz pracownicy naszej szkoły: Wanda Gajosz i Małgorzata śleziak. Całosc prowadził Wacław Staszkiewicz (zdjęcia na stronie gimnazjum). Nastrój zadumy przerwał nasz drogi ksiądz Marek, który (jakby mało było pożegnań tego dnia) oznajmił, że to ostatni jego dzień w naszej szkole...

    Późnym popołudniem, pełni przeżyć z kościoła dotarliśmy do gimnazjum. Uroczystość rozpoczęto od przyjetego z wielkim entuzjazmem uczniów występu klasy III a - scenka przedstawiająca dialogi uczniów w drodze do gimnazjum w autobusie mroźnym rankiem, a także wywołującego salwy śmiechu programu klasy III c, która słowami znanych piosenek przybliżyła swoje opinie o Dyrekcji i Nauczycielach. Oto fragmenty które przyjęte były najwiekszymi brawami:

"Co powiecie na temat państwa Dobrogoszcz M jak Miłość, wiele imion ma, M jak Miłość niepozorna tak,
M jak Miłość chodzi drogą swą, Gdy ją mijasz, czemu wtedy odwracasz wzrok ?..."

"Co nasze Ziomy mówią o panu Bąku?
Już taki z ciebie zimny drań i dobrze Ci z tym bez dwóch zdań..."

"Co chłopcy mówią na temat pani Jarosińskiej?
Dziewczyno ty jak wino uderzasz do głowy,
Aniele tak wiele dla Ciebie bym zrobił...?

"Czy pan Dyrektor ma jakieś wspomnienia?
Jolka, Jolka pamiętasz szkołę ze snów, gdy mówiłaś tak mi źle..."

"Co mówi pani Paszek do absolwentów ?
Hej, hej, hej sokoły omijajcie mury naszej szkoły,
Dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku chemie mamy skowroneczku..."

"Co chłopcom podoba się w pani Kotuli?
Jej piękne czarne oczy, ich nie przeoczysz, wiem, że nie..."

"A teraz coś dla pana Dyrektora:
Oj, Władku, czy ci nie żal? Oj, Władku, chodźże na bal..."

    Radość dopełnił występ kabaretu BORYGO (Rafał Mieszczak i Mateusz Wołczyński), który przedstawił scenkę opartą o skecz kabaretu ANI MRU MRU, będącą sprawozdaniem z przebiegu uroczystości pożegnania klas III.

    Następnie odbyła sie część oficjalna, wręczono świadectwa z wyróżnieniem, nagrody za osiągnięcia naukowe i sportowe. Jak co roku wyłoniono również osobę, która miała zostać uhnorowana tytułem Senatora. Zaszczyt przypadł tym razem (ku miłemu zaskoczeniu zebranych), nie tylko jednemu uczniowi. Tytuły Senatora odebrali Mateusz Rusin (klasa III c) i Mateusz Olejnik (klasa III b).

    Po zakończeniu części oficjalnej, uczniowie klas III rozeszli się do sal, gdzie wychowawcy ostatni raz wręczyli im świadectwa i słowami pełnymi wzruszenia pożegnali się, życząc wszystkim wiele wytrwałości i samych sukcesów w nowych szkołach.

    A dla mnie, piszącej te słowa Magdaleny Krzemień, wychowawczyni pierwszej w swojej pracy pedagogicznej klasy (III c) były to chwile szczególnie trudne. Wszystkim Wam życzę z całego serca powodzenia !!!


...zobacz galerię   


Komers 2005

    Nic dodać, nic ująć. Zapraszamy do galerii :-).


...zobacz galerię   


Święto szkoły

    1 czerwca nasza szkoła ma swoje święto, a nauczyciele i uczniowie pomagają w tym świętowaniu :). Innymi mówiąc mnóstwo dobrej zabawy i miła atmosfera.


...zobacz galerię   


Egzaminy gimnazjalne 26 - 27 kwiecień

    Znowu nadszedł czas, kiedy trzeba sprawdzić swoją wiedzę zdobytą żmudną nauką przez trzy lata :-). Życzymy powodzenia i trzymamy kciuki.


Sukcesy szachowe !!!

    Zawody odbyły się w Międzyszkolnym Ośrodku Sportowym. Startowało 21 zawodników z 10 szkół. Zgodnie z tradycją panującą już od 4 lat, zajęliśmy I miejsce drużynowo w składzie: Przemysław Puzoń, Grzegorz Filo. Indywidualnie Grzegorz Filo zajął III miejsce. Wśród dziewcząt startowało 16 zawodniczek z 9 szkół. W tej kategorii również zajęliśmy I miejsce drużynowo w składze: Sylwia Kasprzykowska, Anna Krzemińska. Indywidualnie Sylwia Kasprzykowska zajęła III miejsce. Nagrodę za zdobycie I miejsca drużynowo są zawody rejonowe, które odbyły się w Czechowicach - Dziedzicach. Największym sukcesem w tych zawodach było zdobycie III miejsca w drużynowych Mistrzostwach dziewcząt.


...zobacz galerię   


Dzień otwarty szkoły

    Dnia 17.03.2005 odbył się Dzień Otwarty naszej szkoły. Odwiedzili ją uczniowie Szkół Podstawowych nr 6 i 1. Wzięli oni udział w lekcjach, na których mogli się dowiedzieć co będzie ich czekać w naszym gimnazjum. Oto co dla nich przygotowano: Nauczyciele wychowania fizycznego: p. Artur Kaczkowski i p. Dariusz Markowski opowiedzieli o osiągnięciach sportowych uczniów naszego gimnazjum oraz zaprezentowali liczne dyplomy i puchary. Pan Markowski zachęcił do zapisania się do klasy o profilu sportowym, której specjalizacją jest siatkówka. Uczniowie klas VI- tych odwiedzili także hol ks. Jana Twardowskiego, gdzie mogli się wpisać do kroniki szkolnej. Lekcję matematyki prowadziła p. Anna Kubas wraz z p. Aleksandrą Czauderną. "Studenci" rozwiązali matematyczną krzyżówkę. Pod koniec zajęć p. Kubas powiedziała kilka słów na temat sztuki składania papieru- orgiami. Geografia prowadzona była przez p. Magdalenę Krzemień. Mówiła ona o Polsce w Unii Europejskiej, oraz Klubie Europejskim "Euron" działającym w naszej szkole. Uczniowie rozwiązali krzyżówkę a w nagrodę dostali od prowadzącej obrazek Syriusza. Ogłoszony został konkurs na najlepszy projekt polskiego stroju Syriusza - maskotki Unii Europejskiej. Zajęcia z chemii prowadzone były przez p. Grażynę Bielecką- Paszek i p. Anetę Jarosińską. Pokaz ten był kolorowy i wybuchowy co widać na obrazku. W sali informatycznej odbyła się prezentacja strony internetowej naszego gimnazjum. Prezentację prowadził p. Andrzej Tkocz. Uczniowie z wielkim zainteresowaniem "buszowali" po Internecie. Na lekcji niemieckiego p. Katarzyna Gąsiorek, uczyła odwiedzających podstawowych zwrotów po niemiecku. Podczas zajęć biologicznych młodzi kadeci mogli poznać szkielet człowieka, królika i gołębia. Dowiedzieli się co nieco o oddychaniu. Oglądali również nogę muchy, przetchlinki i tchawki owadów (oczywiście pod mikroskopem ). Poznali też nasze świnki morskie: Gonzalesa i Dulcyneę. Kolejną lekcją była lekcja biblioteczna. Uczniowie poznali historie biblioteki i jej regulamin. Lekcję ta prowadzili p. Krzysztof Bąk i p. Anglika Smolarek. Pod koniec zajęć p. Bąk zachęcił do uczestnictwa w szkolnym kółku dziennikarskim i rozdał pamiątki w postaci Gimzety.

    Na zakończenie Dnia Otwartego nasi goście spotkali się na korytarzu, gdzie p. dyr. władysław Sadlok podziękował za przybycie i zachęcił do zapisania się do naszej szkoły. Uczniowie klas szóstych wypełnili ankiety podsumowujące Dzień Otwarty oraz obejrzeli pokaz tańca dyskotekowego wykonany przez uczennice ze szkolnego koła tanecznego.


...zobacz galerię   


4 kwietnia 2005 r. w naszej szkole

...zobacz galerię   


Pierwszy dzień wiosny

    21 marca w naszej szkole odbył się mecz siatkarski pomiędzy nauczycielami, a uczniami. Tym razem wygrali nauczyciele poniweż nie grała reprezentacja siatkarska naszego gimnazjum :-). Następny mecz 1 czerwca.


Dzień kobiet - 8 marca, czyli buźka, rączka, goździk :-)

Marzec pięknie się wystroił,
W kole między dziećmi stoi
I gromadkę uśmiechniętą
Pyta: jakie dzisiaj święto?...


Walentynki 2005 - 14 luty

Wszystko w świecie przemija powoli,
Pamięć o szczęściu i o tym co boli.
Wszystko przemija jak chce przeznaczenie
I tylko zostaje
To jedno wspomnienie.


Próbny egzamin gimnazjalny

    9 luty był próbą sił dla trzecioklasistów, którzy w tym dniu pisali egzamin próbny. Uczniowie !!! nie zostawiajacie nauki na ostatnią godzinę !!!


Jasełka

    14 stycznia (piątek godz. 17:00) w gimnazjum imienia Księdza Jana Twardowskiego, odbyły się jasełka. Jasełka zostały przygotowanie przez klasę I "s" czyli sportową, a wychowawcą jest pan Andrzej Tkocz. Inicjatorem tego wydarzenia był nasz wychowawca. Na jasełka zostali zaproszeni nasi rodzice, nauczyciele i oczywiście uczniowie uczący się w tej szkole. Jasełka miały na celu przedstawienie i przypomnienie nam o tym jak się urodził Jezus, czyli przedstawiły nam Boże Narodzenie. Jest to bardzo miłe, gdy wszyscy spotykają się w jednym gronie razem rozmawiają, ten dzień jest tylko jeden w roku. Jak co roku na przedstawieniu byli kelnerzy, którzy częstowali gości ciepłą herbatą lub kawą no i jakimś ciastem. Atmosfera moim zdaniem była miła i ciepła jak w każdym domu podczas tych świąt. Widzowie stwierdzili, że było by lepiej gdybyśmy mieli mikrofony, ponieważ było by nas lepiej słyszeć. Był za duży szum na sali, w której odbywało się przedstawienie. Moim zdaniem jasełka się udały tylko brak tych mikrofonów strasznie nam doskwierał. Oceniam je na pięć. Wniosły wiele do mojego życia w szczególności to, że należy się dzielić z innymi.


...zobacz galerię   



Święta Bożego Narodzenia

"Bóg się rodzi, moc truchleje
Pan niebiosów obnażony,
Ogień krzepnie, blask ciemnieje
Ma granice Nieskończony


Wzgardzony, okryty chwałą
Śmiertelny Król nad wiekami
A Słowo Ciałem się stało
I mieszkało między nami..."
Niech ten Bóg, który rodzi się
W tym pełnym sprzecznych dążeń, pragnień świecie
przywróci Człowiekowi
HARMONIĘ
tę pierwszą tęsknotę
każdej ludzkiej duszy,
tęsknotę każdego z nas

życzy Społeczność Gimnazjum nr 13
Im. Ks. Jana Twardowskiego


Bielsko-Biała, 15.XII.2004 r.


Witaj Księże Janie !

Kochany nasz Patronie.
Zbliżają się Święta - szkoła od kolorowych lampek płonie.
Chcemy życzyć Ci radości, marzeń spełnienia
Oraz tego co poeta pragnie - wiecznego natchnienia.
Oby Święta te, chociaż słabo zaśnieżone,
Niech Twym całym sercem będą miłości poświęcone.


Pod tymi życzeniami - uczennicy klasy 2
podpisuje się Społeczność Gimnazjum nr 13
im. ks Jana Twardowskiego w Bielsku-Białej

"Sami sobie mamy życzyć,
abyśmy świąt nie przeżuwali,
ale przeżywali, żebyśmy przypomnieli
sobie naszą wiarę dziecięcą.
Mamy życzyć sobie nie tylko urody ciała,
ale i wdzięku duszy."


ks. Jan Twardowski

Mikołaj w Szkole Podstawowej nr 17 (06.12.2004)

    Odwiedziliśmy dzisiaj Szkołę Podstawową nr 17. Wybrane osoby z trzecich klas miały za zadanie przebrać się i zrobić "Mikołaja" dzieciom. Każda klasa miała "przydzieloną", którąś klasę z podstawówki. Moja klasa miała pod swoją "opieką" drugą klasę życia. Wszyscy się poprzebierali, był Mikołaj, aniołki, diabełki I pomocnicy Mikołaja! Jak tylko weszliśmy na teren siedemnastki dzieci wybiegły z klas w naszą stronę, krzycząc "Święty Mikołaj !!!". Uśmiechy same malowały się na twarzach, zarówno naszych jak i dzieci. Zaprowadzono nas do klasy, była tam garstka dzieci. Wszystkie klasy są nieliczne, ponieważ jak sama wychowawczyni się przyznała ciężko byłoby jej ogarnąć więcej dzieci. Rozdałyśmy dzieciom prezenty, każdy dostał słodkości i maskotkę. Każde dziecko miało zdjęcie z Mikołajem (już wkrótce je tam dostarczymy!). Wychowawczyni opisywała nam jak wyglądają ich zajęcia. Razem z dziećmi śpiewaliśmy piosenkę, której nas nauczyły tj. "Jak praczka pracuje". Gdy wychodziliśmy dzieci podziękowały nam brawami. Zrobiły to najlepiej jak mogły. Po wyjściu z tamtąd ciężko było nam się ogarnąć. Był tam malutki Sewerynek i Wiola i kilkoro innych dzieci łącznie było ich siedmioro. Odwiedziliśmy ich również w dniu naszej wigilii klasowej. Tego nie da się zapomnieć!

PS. Na pewno odwiedzimy ich jeszcze nie jeden raz.


Turniej piłki siatkowej o Puchar Dyrektora Gimnazjum nr 13
im. księdza Jana Twardowskiego


    7.12.2004 r. został zorganizowany turniej piłki siatkowej o Puchar Dyrektora Gimnazjum 13 im. Księdza Jana Twardowskiego, w którym udział wzięły Gimnazjum nr 4, Gimnazjum z Jasła Śląskiego i gospodarze Gimnazjum nr 13. Turniej rozegrany został w hali BBOSiR w systemie "każdy z każdym". Zwycięzcą okazało się Gimnazjum nr 4, drugie miejsce zajęło Gimnazjum nr 13 i trzecie miejsce zajęło Gimnazjum z Jasła Śląskiego. Atmosfera, za którą odpowiedzialni byli kibice z Jasła Śląskiego, jak i kibice gospodarzy turnieju, mocno udzieliła się rywalizującym siatkarzom. Organizatorem jak i opiekunem naszej reprezentacji był pan Wacław Staszkiewicz.


Bal Andrzejkowy dla seniorów

    Dnia 23 listopada 2004 r. odbył się w naszej szkole Bal Andrzejkowy dla Seniorów. W organizacji balu wzięli udział uczniowie klas. Dla przybyłych przewidziano słodki poczęstunek, zaś zebrane w ten sposób fundusze przeznaczone zostały na zakup podręczników.


Wyjazd klas trzecich do obozu Auschwitz

    Pogoda, jak na tę porę roku, była bardzo ładna. Jesienne słońce wysoko świeciło na błękitnym i bezchmurnym niebie, grzejąc miło po twarzy. Zimny wiatr delikatnie szumiał wśród drzew, sprawiając wrażenie nadchodzącej i niezapomnianej pogody. Razem ze swoimi rówieśnikami stałam przed szkołą, czekając na autokar, który miał nas zawieść do "Największego obozu zagłady ludzkiej" - Oświęcimia, a następnie do Brzezinki.
- Sandra, jestem ciekawa, czy jest tam tak strasznie, jak nauczyciele opowiadali. Zaczęła rozmowę Iwona.
- Ja też. Nie mogę sobie tego wyobrazić. Przecież tyle milionów ludzi tam zginęło, tyle wycierpieli.
- Wydaje mi się, że to, co tam zobaczymy, będzie dla nas szokujące
- ciągnęła dalej Iwona.
- Też tak uważam, pozostanie to w naszej pamięci na długi czas - rzekłam.
    W pewnym momencie obie zamilkłyśmy. Myślałam o tym, co nas czeka w Oświęcimiu, co zobaczę, czy wywrze to na mnie jakiekolwiek wrażenie i jak zareagują inni? Iwona zapewne myślała o tym samym, co ja. Jest ona brązowooką brunetką o szczerym uśmiechu. Bardzo lubię przebywać w jej towarzystwie. Prawdę mówiąc przy niej nie da się nudzić. Sprawia wrażenie roztrzepanej dziewczyny, dla której liczy się tylko zabawa, ale w głębi serca jest skryta, spokojna i wrażliwa.
    Kiedy dotarliśmy na miejsce, wszyscy całą swoją uwagę skupili na obozie, w którym zginęło miliony niewinnych ludzi. Założony został przez hitlerowców w 1940 roku. Początkowo miał służyć jako narzędzie terroru i eksterminacji Polaków, ale z biegiem czasu zaczęto kierować tutaj ludzi z całej Europy. Liczy on 28 piętrowych budynków.
    Nad bramą wjazdową widnieje cyniczny napis: "Arbeit macht frei" - praca czyni wolnym. Obóz ten, podobnie jak w Brzezince, obecnie zachowany jest w formie muzeum. Wszystkie cztery klasy zostały podzielone na trzy grupy, którym przydzielono przewodnika. Naszą grupą po całym obozie oprowadzała pani Danuta Huczak. Jest ona kobietą średniego wzrostu, w wieku ok. 30 lat. Jej ciepłe spojrzenie wzbudzało zaufanie. Pokazała nam wiele miejsc, w których ginęli ludzie m.in. krematorium, ciemnicę, celę w której umarł św. Maksymilian Kolbe, miejsca egzekucji przeprowadzonych przez niemieckich oficerów. Pani Danuta opowiedziała nam, w jaki sposób ginęli tutaj ludzie. Wszyscy słuchali z szeroko otwartymi oczami. Nawet największe urwisy były zaciekawione opowieściami pani przewodnik. Największe wrażenie wywarła na mnie ściana śmierci. Wyobrażałam sobie ludzi stojących pod ową ścianą, którzy byli torturowani, a następnie zabijani strzałem w tył głowy. Okrucieństwo hitlerowców nie mieściło mi się w głowie. Moje koleżanki podobnie jak ja były wstrząśnięte. Uczciliśmy ich chwilą ciszy i zapaleniem znicza. Pani przewodnik podzieliła się z nami wieloma ciekawymi informacjami. Szczegółowo omawiała każde miejsce, w którym w danym czasie przebywaliśmy.
- Iwona, to wszystko jest takie smutne i drastyczne - rzekłam.
- Wiem. Ci ludzie tyle musieli wycierpieć.
- Co oni takiego złego zrobili? Przecież to tylko niewinni ludzie, którzy mieli prawo do normalnego życia.

Na tym nasza rozmowa się zakończyła.
    W bloku nr 5 znajdowały się rzeczowe dowody zbrodni, które należały do ludzi skazanych na śmierć. Były to buty, walizki z nazwiskami i adresami Żydów deportowanych do obozu, miski, protezy, okulary, ubrania, szczotki itp. Niestety w związku ze zbliżaniem się Armii Radzieckiej do Oświęcimia, magazyny gwałtownie opróżniano, wysyłając najcenniejsze przedmioty do Rzeszy. Tego dnia w Oświęcimiu ujrzeliśmy wiele drastycznych scen, które pozostaną w naszej pamięci do końca życia.
    Po upływie ok. 2 godzin, wyruszyliśmy do Brzezinki. Była ona o wiele większa od obozu w Oświęcimiu, liczyła 175 ha. Przypominała ona osadę, w której ludzie "wiedli spokojne" życie. Wokoło było dużo zieleni, a nieopodal rozciągał się las, który krył w sobie przerażającą historię z okresu 2 wojny światowej. Wkroczyliśmy na teren obozu, kierując się w stronę baraków. Podobne były one do stajni, w których przetrzymywano bydło. Baraki mieszkalne więźniów, zachowane są w stanie oryginalnym. Usytuowane są po lewej stronie rampy wyładowczej. Budowano je bez fundamentów, stawiając wprost na bagnistym terenie. Większość baraków nie miała podłogi, tylko ubitą ziemię, która często zmieniała się w grzęzawisko. Szokujące wrażenie wywarł na mnie murowany barak, w którym przebywały więźniarki. Spały one na trójpoziomowych kojach, na przegniłej, zbutwiałej słomie.
- Proszę Pani, ile dzieci się tutaj urodziło? - zapytałam z ciekawością.
- Około 680, ale większość z nich zaraz po urodzeniu było topiona przez blokowe w lodowatej wodzie - odpowiedziała pani Danuta.
- Co? Przecież to jest przerażające! Jak tak można?! - zawołałam zbulwersowana.
- Tak, to prawda. Pozwalano jednak żyć dzieciom, które nie były Żydami.
- A co z opieką nad tymi dziećmi?
- zadałam kolejne pytanie.
- Zaraz po urodzeniu zawijano je w brudne szmaty lub bandaże, a kobiety szły do pracy - odpowiedziała.
- Biedne dzieci, a długo one żyły?
- Od 4 do 9 dni. Niektóre żyły nawet 2 - 3 miesięcy, ale prędzej czy później umierały z głodu, z zimna, czy wskutek szerzących się tutaj chorób.

    Wnętrze baraku było ponure, szare i brudne. Nie było sufitu tylko dach, który w dodatku przeciekał. Było tutaj bardzo zimno. Wcześniej szerzyły się tutaj plagi szczurów, wszy, pluskiew itd. Wielu ludzi umierało wskutek biegunki głodowej i niedowagi. To, co ludzie tutaj przeżyli było prawdziwym koszmarem. Na zewnątrz pomiędzy krematorium nr 2 i 3 znajduje się Międzynarodowy Pomnik ku czci Ofiar Faszyzmu, który został uroczyści odsłonięty w kwietniu 1967 roku.
    Na zakończenie pojechaliśmy spowrotem do Oświęcimia, aby obejrzeć dokumentalny film. Największe wrażenie wywarła na mnie scena z biednymi i wychudzonymi dziećmi, które przeżyły to piekło. Ile one musiały wycierpieć? Moje koleżanki podobnie jak ja były wstrząśnięte, a zarazem wzruszone.
    Dzisiejszy pobyt w "największym obozie zagłady ludzkiej" w Oświęcimiu i Brzezince pozostanie w mojej pamięci do końca życia. Tego strasznego widoku nigdy nie zapomnę.
    Kiedy wracaliśmy do domu, w autobusie panowała cisza. Nikt nie miał ochoty na rozmowę. W myślach powracałam do tych strasznych miejsc. Znowu byłam w krematorium, w komorze gazowej, pod ścianą śmierci...
    Była to wspaniała lekcja, nie tylko historii, ale i życia. Mam tylko nadzieję, że podobne piekło nikogo już nigdy nie spotka.

Sandra Szczotka
klasa III c


Spotkanie siostrzanych szkół

    4 listopada w Brzeszczach odbyło się spotkanie szkół im. ks. Jana Twardowskiego. Zawiązało się stowarzyszenie zwykłe (z regulaminem) szkół siostrzanych. Na spotkaniu byli obecni przedstawiciele 19 szkół (była nawet szkoła z Mazur z miejscowości Rozogi, najwięcej szkół było z południa Polski). Będą organizowane dalsze spotkania, konkursy, wymiany informacji i doświadczeń. Będziemy informować na bieżąco.


Preambuła

    Stowarzyszenie o nazwie "Stowarzyszenie Szkół Imienia Ks. Jana Twardowskiego" jest dobrowolnym, samorządnym trwałym zrzeszeniem mającym na celu rozwijanie wzajemnych kontaktów między szkołami, propagowaniu postów i idei wynikających z twórczości wspólnego Patrona, wytwarzania atmosfery współpracy i współzawodnictwa, upowszechnienie dorobku Ks. Twardowskiego.


Relacja z wycieczki integracyjnej do Międzybrodzia

    Od roku szkolnego 2003/2004 pierwsze klasy naszego gimnazjum na początku nauki w nowej szkole wyjeżdżają na zajęcia integracyjne przeprowadzane w pięknych miejscach naszego regionu. W zeszłym roku odbyły się one w Jaworzu Nałężu, w bieżącym w Międzybrodziu. Zapraszamy do przeczytania relacji klasy I a oraz obejrzenia zdjęć.


    Od roku szkolnego 2003/2004 pierwsze klasy naszego gimnazjum na początku nauki w nowej szkole wyjeżdżają na zajęcia integracyjne przeprowadzane w pięknych miejscach naszego regionu. W zeszłym roku odbyły się one w Jaworzu Nałężu, w bieżącym w Międzybrodziu. Zapraszamy do przeczytania relacji klasy I a oraz obejrzenia zdjęć.
    Szóstego października 2004 roku rano nasza klasa I a spotkała się z wychowawczynią nie w szkole, lecz na przystanku autobusowym. Dzień był ciepły i pogodny. Najpierw jechaliśmy autobusem nr 2, następnie przesiedliśmy się do jedenastki. W centrum miasta dołączyła do nas pani Agnieszka Beczek - pedagog szkolny i pan Seweryn- aktor, lalkarz, którzy mieli prowadzić z nami zajęcia.
    Dojechaliśmy do Straconki, gdzie rozpoczynała się nasza przygoda. Początkowo szliśmy asfaltem, a potem górską ścieżką. Nie obeszło się bez postojów. Nasza kondycja nie była wspaniała. Z pewnym trudem pokonaliśmy ostatnie podejście, ale warto było. Czekała na nas nagroda - odpoczynek w małym barze na przełęczy. Dalej szło się już łatwiej.
    Wreszcie dotarliśmy. Zasapani rzuciliśmy się na drewniane ławki. Dom, w którym mieliśmy mieszkać, nie był może nowy, ale wszystko zastępowały cudowne widoki. W kole ławeczek, na których "łapaliśmy oddech", było miejsce na ognisko. Leżało przygotowane przez kogoś drewno. Wystarczyło się jednak odwrócić i można było zobaczyć góry, wyróżniające się pysznymi kolorami drzewa i słońce połyskujące od czasu do czasu w szybach domów w dolinie. Domy te wyglądały jak pudełka od zapałek, a drzewa jak różnobarwne wykałaczki.
    Nastąpił bardzo ważny punkt programu- przydział pokoi. Nasz miał numer 4 i, w odróżnieniu od innych, posiadał już gości- pełno pająków, ale to na szczęście, bo pająki lubią tylko ludzi dobrych. Mieliśmy ochotę wyciągnąć swoje strudzone nogi, jednak nie był czasu na odpoczynek. Musieliśmy zejść na dół na pierwsze zajęcia. Było ich razem pięć, po ok. półtorej godziny każde. Niektórzy mówili, że są dziwne, innym się podobały.
    Poznawaliśmy na nich samego siebie, uczyliśmy się wyrażać uczucia (w nietypowy sposób- na kartce, rękami umoczonymi w farbach pomieszanych z mydłem) i mówić o nich. Staraliśmy się usłyszeć jak najwięcej odgłosów i słuchać siebie nawzajem oraz pracować wspólnie. Były to, jak się okazało, najtrudniejsze ćwiczenia. Rozmawialiśmy też o narkotykach, przemocy i o rzeczach przyjemnych.
    Wieczorem odbyło się ognisko. Było już po dwudziestej, gdy zebraliśmy się w kręgu. Ognisko było jedynym źródłem światła. Nie da się tego inaczej określić, było dosłownie... cool! Tysiące iskierek wyskakiwało z ognia. Piekliśmy kiełbaski i jabłka. Ci, których rozpierała energia, turlali się z górki. Inni siedzieli przy dogasającym ogniu, opowiadali kawały oraz różne historie. Jednak tym, czego się nie da zapomnieć, nie okazał się smak kiełbasy czy kawały, a ... niebo. Tysiące, a może nawet więcej, gwiazd świecących silnym i słabym światłem. Widoczność była doskonała. Takiego widoku nie można zobaczyć w mieście. Długo, lub nigdy, go nie zapomnimy.
    O 22:00 rozpoczęła się cisza nocna. Oczywiście, cisza jak cisza. I a nie zna tego słowa. Nasz pokój okazał się najgłośniejszy. Pani przychodziła do nas chyba z piętnaście razy. Nie wiemy czy spałyśmy z godzinę. Rano, za karę, musiałyśmy sprzątać wszystkie pokoje, łazienki i miejsce przy ognisku.
    Kiedy cała klasa była gotowa, zaczęły się ostatnie zajęcia. Mieliśmy przygotować w grupach protest przeciwko narkotykom i przemocy. Niestety, po tej nocy praca nam nie szła...
    Czas mijał nieubłagalnie, musieliśmy wracać do domów. Spędziliśmy w Międzybrodziu niecałe dwa dni, a wydawało nam się, że byliśmy tam tydzień. Trudno będzie zapomnieć cudowne góry, świecące gwiazdy i dowcipy. Atrakcją wycieczki był szczurek naszego kolegi Michała. Nadaliśmy mu imię Niuniek. Celem naszego wyjazdu była integracja. W jednej z encyklopedii napisane jest, że integracja społeczna to zespolenie i zharmonizowanie osób należących do danej grupy. Wyróżnia się częstością kontaktów oraz wspólnotą ideową.

    Według nas ta wycieczka uczyła samodzielności, szacunku zarówno do innych, jak i samego siebie. Wielu z nas dowiedziało się więcej o sobie, poznało opinie innych na swój temat. Ten wyjazd był wspaniałym doświadczeniem i świetną zabawą!

Basia Dziekanowska
Ania Jeleń
kl. I a

...zobacz galerię   


Wycieczka nagroda 2004/2005

    Pod koniec września, 29.09-30.09 2004 r. wyruszyliśmy na wielce zasłużoną wycieczkę-nagrodę w Tatry. Wybrała się na nią elita intelektualna naszej szkoły z klas drugich i trzecich:). Naszymi opiekunami było Grono Pedagogiczne: p. Anna Kubas, p. Jolanta Szaliga, p. Aneta Jarosińska oraz pan Dyrektor.
    Nasza przygoda rozpoczęła się o godzinie 6.30, kiedy spod szkoły wsiedliśmy do autokaru. Gdy wszyscy już pochowali do bagażnika swoje torby i usadowili się wygodnie, nadszedł czas na policzenie nas i poinformowanie o trasie wycieczki ( zmieniającej się jak w kalejdoskopie) i obowiązujących zasadach. W trakcie jazdy pan kierowca włączył nam film "Epoka lodowcowa", aby nam się zbytnio nie nudziło.
    Zainteresowani oglądaniem nie zauważyliśmy, kiedy wsiadła długo poszukiwana pani Przewodnik - Ludwika Majerczyk - Marczułajtis.

    Okazała się ona matką słynnej polskiej snowboardzistki Jagny Marczułajtis - Kolasińskiej. Początkowo nie bardzo w to wierzyliśmy, ale kiedy kobieta zaczęła opowiadać o dzieciństwie i osiągnięciach Jagny przekonała nas, bo ostatecznie nie każda fanka posiada tak obszerną wiedzę o swojej idolce. Aby wspomóc finansowo naszą sportsmenkę, kupiliśmy sobie pocztówki z jej autografem i zdjęciem.
    Około godziny jedenastej dotarliśmy na parking do Palenicy Białczańskiej, a następnie wybraliśmy się na baaaardzo długą wędrówkę w góry.

    Początkowy plan zakładał, że naszym celem jest Morskie Oko i Czarny Staw, ale jak na wycieczkę w nieznane przystało, wielokrotnie ulegał zmianie, jako, że pani Przewodniczka stwierdziła, że w tym samym czasie możemy zobaczyć o wiele więcej. Dlatego zaraz po wyjściu z autokaru wybraliśmy się Doliną Roztoki do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Pod względem ukształtowania terenu są to jedne z najciekawszych i najoryginalniejszych dolin w całych Tatrach. Robiliśmy często przystanki, bo droga była trudna i kamienista.

    Spodziewając się niskich temperatur w górach, oczywiście wszyscy byli ubrani jak na Syberię, więc pani Przewodnik zarządziła: "Ściągamy kurtki i podwijamy spodnie!", żeby wyglądać jak na turystów z krwi i kości przystało (chociaż kiedy wychodziliśmy, bardziej interesowało nas czy daleko jeszcze, niż jak wyglądamy). Wtedy rozpoczęła się prawdziwa szkoła przetrwania. Z początku szło nam bardzo opornie, ale z czasem radziliśmy sobie całkiem nieźle. Zza ciemnych chmur i gęstej mgły przebijały promienie słoneczne oświetlające zaśnieżone szczyty gór, co dawało iście zachwycające widoki. Mama Jagny również była pod wrażeniem, mimo że ten pejzaż widziała już setki razy. Nazwała nas "dziećmi szczęścia" i przekonywała, że te dwa dni w górach zapamiętamy jako najpiękniejsze w życiu.

    Spośród wszystkich uczestników naszej wyprawy najdzielniejsza okazała się Iwonka Kapela - wszyscy byliśmy pod wrażeniem jej pogody ducha, siły i optymizmu. Kiedy dotarliśmy do celu (uff!), ujrzeliśmy rozciągające się wokół nas piękne widoki Tatr oświetlonych słońcem oraz wspaniały wodospad. Siklawa, bo tak się on nazywa, jest największym i najpiękniejszym wodospadem w Polsce (ma ok. 70 m. wysokości). Wszyscy byliśmy zachwyceni jego urodą, więc postanowiliśmy uwiecznić go na grupowych zdjęciach.
    Chwilę później znaleźliśmy się w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Podczas wędrówki cały czas podziwialiśmy majestat natury. Na moment zatrzymaliśmy się w schronisku, aby troszkę odpocząć i napić się gorącej herbaty.

    Kolejnym celem naszej wyprawy było dotarcie przez Świstówkę i Opalone nad Morskie Oko. Droga była jeszcze dłuższa i trudniejsza, ale straty na wadze rekompensowały nam cudne widoki.

W pewnym momencie z daleka widzieliśmy Czarny Staw, który początkowo miał być naszym celem.

    Wreszcie, po wielu trudach i udręce fizycznej, dotarliśmy nad jezioro. W pierwszej chwili byliśmy zbyt zmęczeni, aby go podziwiać i rzuciliśmy się do schroniska. A tam czekała na nas nagroda w postaci pysznej szarlotki, którą podzieliła się z nami sympatyczna kierowniczka. Nawet pan Dyrektor skusił się na parę kawałków, ale to nic dziwnego, bo wszyscy byliśmy wygłodzeni. Było już ciemno, kiedy po godzinie 19.00 zrobiliśmy ostatnie zdjęcie grupowe i dziarsko ruszyliśmy w drogę powrotną.

    Pani Aneta straszyła nas dzikimi zwierzętami w lesie, ale czy nas, uczniów, może cokolwiek stresować, kiedy codziennie w szkole słyszymy to okropne "do odpowiedzi proszę numer..." albo "przygotujcie sobie karteczki, grupa A, B..."? Ziarno niepokoju zostało jednak zasiane i ewentualne wilki czy niedźwiadki, czyhające na nasze życie, postanowiliśmy przegonić głośnym śpiewem.
    Po dotarciu do autokaru (juhuu, nareszcie!) pan kierowca poczęstował nas gorącą czekoladą (za złotówkę!). Niestety, na czas nocy musieliśmy się rozdzielić - klasy 2a, 2c, 3c, pani Szaliga, pani Kubas i pan kierowca zatrzymali się w jednym pensjonacie, natomiast 2b, 3a, 3b, pani Jarosińska oraz pan Dyrektor zakwaterowali się w drugim domku. Jak się okazało, miejsce było przytulne i ładnie urządzone. Jednak zaraz po przydziale pokoi zbiegliśmy do stołówki, zaspokoić nasze wilcze apetyty. Jedzenie było bardzo smaczne, ale nawet gdyby nie było, to i tak znikłoby po trzech minutach.

    Po kolacji i wspólnie spędzonym wieczorze poszliśmy do pokoi umyć się i o wpół do dwunastej poszliśmy spać... przynajmniej oficjalnie, bo tego, co się działo w pokojach po ciszy nocnej z pewnością nie można nazwać spaniem :-). Tak oto zakończył się pierwszy dzień wycieczki nagrody.

    Drugi dzień rozpoczął się przed ósmą, kiedy to nauczycielki z impetem "wpadały" do naszych pokoi i budziły nas ze słodkiego snu. Mieliśmy doprowadzić swoje ciała do porządku i zająć się okropnym bałaganem w pokojach. Po jako - takim ogarnięciu sypialni udaliśmy się na swojskie śniadanie, aby później zastanowić się nad dzisiejszymi zajęciami. Ostatecznie, doszliśmy do wniosku, że najpierw pójdziemy obejrzeć kościółek na Krzeptówkach, a potem pomyślimy co dalej.
    Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy. Oczywiście po drodze zabraliśmy naszą nieocenioną panią Przewodnik, bez której wycieczka by się nie udała. Po dotarciu na miejsce wysłuchaliśmy opowiadania księdza o tej świątyni - jak się okazało, została wybudowana w podziękowaniu za ocalone życie Papieża Jana Pawła II podczas zamachu w 1981 roku.

    Następnie zrobiliśmy sobie zdjęcia na tle ślicznego ołtarza, po czym wyruszyliśmy w dalszą drogę.

    Kolejnym naszym celem było jedno z najbardziej obleganych przez turystów zakopiańskich miejsc - Gubałówka. Tym razem, dla odmiany wyjechaliśmy kolejką, a nie zdobywaliśmy jej pieszo. Tutaj mieliśmy okazję zrobić sobie zdjęcie z prawdziwym góralem!

    Jak to zwykle bywa, czas wolny szybko się kończy i zanim zdążyliśmy się obejrzeć, przestaliśmy patrzeć na świat z góry. Wsiedliśmy do naszego pojazdu i w drogę! Tym razem do Wiktorówki, zwanej również Rusinową Polaną. Po drodze mijaliśmy nasze ukochane Krupówki, górę do zjazdów narciarskich i snowboardowych - Nosal oraz słynne skocznie narciarskie, gdzie odbyły się Mistrzostwa Świata. Niestety, tu zakończyła się ta lżejsza część podróży i znowu musieliśmy wytężać siły i wspinać się pod górę. Nawet nasza najdzielniejsza Iwona, której trudno było iść z powodu koszmarnych odcisków na stopach, nie dała rady i poddała się. "Nie zostawimy Iwonki!" - rozległy się krzyki. Ostatecznie stanęło na tym, że jedna z opiekunek zostanie z nią w autokarze, a reszta pójdzie dalej. Kiedy byliśmy w połowie drogi do Wiktorówki, zatrzymaliśmy się na chwilę w małym kościółku, przy którym tryskało niewielkie źródełko.

    Legenda głosi, że życzenie pomyślane przy piciu z niego wody spełni się, więc wszyscy zaczęli ochoczo pić. Na Rusinową Polanę był jeszcze kawałek drogi, ale co to dla nas! Wreszcie dotarliśmy do celu. Pani Przewodniczka zaczęła przytaczać opowieści związane z górami, które mieliśmy prawie na wyciągnięcie ręki.

    Widoki były cudowne, stamtąd widzieliśmy tez najwyższy szczyt Tatr - Gerlach. Potem zeszliśmy przyjrzeć się bliżej kościółkowi. Ksiądz opiekujący się nim opowiedział nam co nieco na jego temat. Zostawiliśmy po sobie wieczysty wpis w księdze (w końcu nauczyciele zawsze mówią, że wszędzie nas pełno) i zeszliśmy do autokaru. I niestety wtedy musieliśmy rozstać się w naszą panią Przewodnik, która fantastycznie umilała nam czas na wycieczce. Po powrocie na kwatery zjedliśmy ostatni posiłek, gorąco podziękowaliśmy naszym gospodarzom za to, że z nami wytrzymali i ruszyliśmy stanąć oko w oko z naszymi wytęsknionymi Krupówkami. Niestety, wtedy pogoda przestała nam dopisywać i zaczęło lać jak z cebra. Ale nam, uczniom, żaden deszczyk nie przeszkodzi w wydaniu wszystkich naszych pieniędzy! Nasi opiekunowie byli trochę mniej zachwyceni perspektywą szaleństwa po mieście w strugach deszczu, ale zostali przez nas przegłosowani. A poza tym, kto mówił, że będziemy chodzić? Przecież pierwszą rzeczą, jaką zrobiliśmy po opuszczeniu autokaru była wizyta w McDonald'sie. Nauczyciele dali nam godzinę na wyskoczenie z kasy, a potem mieliśmy wracać do naszego ukochanego Bielska. Kiedy już wygrzaliśmy nasze ciała i zapełniliśmy żołądki oraz kupiliśmy stos pamiątek, trzeba było wracać. Zaczynało się ściemniać i wciąż padało, więc pogoda żegnała nas smutno i przygnębiająco. Oczywiście towarzyszyły nam nieustanne rozmowy i śmiechy. Nic nie wskazywało na to, że jesteśmy choć trochę zmęczeni.

    I wtedy czekała nas jeszcze jedna niespodzianka! Pan Dyrektor serdecznie pogratulował nam wytrzymałości i siły, a ponieważ spędziliśmy w górach całe dwa dni, otrzymaliśmy na pamiątkę atrybuty górali - ciupagi. Trzeba je było szybko schować, bo zaczęliśmy się nimi nawzajem okładać. Nasze drogie nauczycielki, jako że wytrzymały z nami te 48 godzin dostały piękne góralskie kapelusze. Do rozdania pozostał jeszcze tylko tytuł Najdzielniejszego Turysty. Dla nikogo nie było zaskoczeniem, że przyznano go Iwonie Kapeli, która przez cały czas dodawała nam otuchy. W nagrodę otrzymała duży plakat... Jagny Marczułajtis, oczywiście.

    Pani Szaliga pożegnała się z nami nieco wcześniej, natomiast my w większości rozstaliśmy się pod szkołą. Było nam smutno, ale jak mawiają ludzie, "wszystko, co dobre, szybko się kończy".


TERAZ PORA NA MAŁY BILANS ZYSKÓW I STRAT.

Po pierwsze: Na pewno wzmocniliśmy się fizycznie, parę dni wcześniej nawet by nam się nie śniło przejść 25 kilometrów, a tyle właśnie zaliczyliśmy.
Po drugie: Bardzo się ze sobą zżyliśmy. Wspólne przeżycia bardzo łączą ludzi.
Po trzecie: Rzadko ma się okazję poznać matkę słynnej sportsmenki, ale w końcu my jesteśmy "dziećmi szczęścia".
Po czwarte: Wspaniałe zdjęcia i miłe wspomnienia pozostaną na zawsze w naszych sercach.

A STRATY?

    No cóż, na pewno ważymy parę kilo mniej, ale to nawet dobrze. Nasze portfele są o wieeele lżejsze, ale od czego są wycieczki! A te stracone dwa dni w szkole da się nadrobić i nauczyciele na pewno nam w tym pomogą.

    Podsumowując - ta wycieczka była fantastyczna, a jedyne, czego żałujemy, to smutny fakt, że była to wycieczka nagroda i nie każdy miał okazję być tam z nami i "przenosić góry". Ale nie martwmy się: następna już za rok!

Iza Dolata
Martyna Kubica
Aldona Międlar
Ania Pruszczyńska

...zobacz galerię   


WIECZORNICA Z OKAZJI 60-LECIA POWSTANIA WARSZAWSKIEGO

    Dnia 28 września 2004 r. odbyła się w naszej szkole wieczornica z okazji 60-lecia Powstania Warszawskiego. Ten jakże ciekawy apel przygotowali przedstawiciele klas III b, III c i III d. Kto by się spodziewał, że mimo tak późnej godziny przyjdzie tyle osób, aby zobaczyć przedstawienie.
    Dziewczęta z chórku pod kierunkiem pani Katarzyny Kuziemki śpiewały pieśni z okresu Powstania Warszawskiego, takie jak: "Warszawskie dzieci", "Marsz Mokotowa" i "Pałacyk Michla". W uroczystości wzięli udział harcerze, którzy przeprowadzili apel poległych.
    Całe spotkanie zostało zakończone słowami K. K. Baczyńskiego: "Bo kto nie kochał kraju żadnego i nie żył chociaż przez chwilę jego ognia drżeniem, chociaż i w dniu potopu w tę miłość nie wierzył, to temu żadna ziemia nie będzie zbawieniem".
    Wszyscy uczestnicy przybyli z wesołymi minami, lecz gdy wychodzili, było widać, że to przesłanie do nich trafiło. Nad całością trzymała pieczę pani Joanna Szkoda-Stwora.

Katarzyna Ciuba, kl. III b

...zobacz galerię   


Dzień Edukacji Narodowej

    W piątek 15 października 2004 r. odbyła się w naszej szkole uroczystość z okazji Dnia Edukacji Narodowej. Obejrzeliśmy program artystyczny przygotowany przez klasę III d pod opieką pań Alicji Szydłowskiej i Katarzyny Dudek; wystąpił też zespół wokalny pod kierunkiem pani Katarzyny Kuziemki. Następnie, w części przygotowanej przez panią Annę Kubas, opiekunkę samorządu w roku szkolnym 2004/2005, swe funkcje objęli marszałek i kanclerz oraz inni przedstawiciele samorządu uczniowskiego. Uczniowie, reprezentowani przez swój samorząd, złożyli życzenia nauczycielom.


Nowy rok szkolny 2004/2005

    Witamy wszystkich serdecznie w nowym roku szkolnym, życzymy dużo zapału do nauki i powodzenia :)