Oliwia Miłoń
Pamiętnik


1 tydz. lipca

Całkiem logiczne i nielogiczne myśli

       Tylko, jak już o tym myślę, to mnie głowa boli. Włosy stają mi dęba a zęby ćwierkają jak ptaki rano. Myślę: „ Dość. Przestań. Skąd wiesz, jak będzie? Może nie zaliczę żadnej wpadki albo wpadnę po uszy...” Te pesymistyczno- optymistyczne myśli nawiedzały mnie przez cały czas. W związku z czym? Wymyślili sobie to już rok wcześniej. Prawie. Mniejsza o to. Jedziemy do Kanady. No dobra, będzie tak jak ze wszystkim czyli obiecanki i przypuszczenia: „ A trzeba się kiedyś spotkać.”, „ To co, może w sobotę?” „ A może odwiedzimy starych znajomych?” Ha ha ha. Bardzo zabawne. Na pewno nie. Wyśmiałam w duchu i miałam nadzieję, że nie pojedziemy. A tutaj. Cały czas temat się kręci wokół Kanady. Drynd do znajomych zza oceanu. I nagle... ciocia mówi: „ Oliwia, gdzieś na początku sierpnia jedziemy do znajomych z Kanady” Jak mnie piorun trzaśnie... No nic. Mija tych parę miesięcy do sierpnia i oto już. Dzisiaj. Pierwszy dzień tygodnia. Reisefieber skręca kiszki. Czułam się, jakbym była w ciemię bita. Na pewno jakby się ktoś dobrze przyjrzał, to widziałby, że chcę walnąć łbem w słup i powiedzieć: „Głupia! I w coś się wpakowała?!” Bałam się wszystkiego. Dogadania. Oczywiście kanadyjscy Polacy. Ale... siedzą w Kanadzie 26 lat, na pewno (mogłabym się założyć) gadają między sobą po angielsku. Ci znajomi mają trójkę dzieci. Chłopak – Maks, jest najmłodszy, bo ma tylko 5 lat. Najstarsza jest Ola ma 12, a Maja ma 11. Bunt podobno jest, bo Maks zaparł się, że nie będzie mówił po polsku. Œwietnie. Po prostu cudownie. Bałam się. Relacji z... Cały dzień wszyscy chodzili nerwowi, choć wujek i ciocia starali się to ukryć. Tak to wyglądało. Innego dnia spotkałam się z przyjaciółkami i zbierałyśmy porzeczki. Tak, porzeczki. A póŸniej spadł deszcz... cały czas myślałam tylko o tym wyjeŸdzie. Wyobrażałam sobie, jak wędruję ulicach. I czarne myśli. Ciekawe, co będzie, jak się zgubię? Może złapię auto stopa... wystawiając kciuka oczywiście. Bo jakiś krajowiec musi się domyślić, o co mi chodzi... a co z samolotem? Samolot wywędruje do oceanu i będę pływać z rekinami. Na pewno będą zadowolone. Oczywiście musieli mnie nastraszyć tym, że celnicy mogą się pytać o mój wiek, po co przyjechałam... na pewno będę musiała mówić po angielsku. Jakby nie było innego języka na świecie. To wszystko było męczące. Te głupie myśli... mój łeb... mój łeb... Jakby mi ktoś mózg wywirował. A wierzcie lub nie, tak wywirowany, przewirowany czy jak to tam się pisze, mam mózg po matmie. Zamiast się odmóżdżać, to się domóżdżam. Radzę lepiej, przed jakimś wyjazdem nie wiadomo gdzie, to weŸcie ze sobą lepiej książkę psychologiczną lub psychologa. Przyda się wam.